oczami
Amelii
Wysiadłam
z samolotu i prędko wyciągnęłam telefon z kieszeni. Pierwsze
połączenie wykonałam do recepcji hotelu, w którym
zarezerwowałyśmy pokój, aby odwołać rezerwację z powodu
zaistniałej sytuacji. Następnie po rozmowie z dość miłą i
wyrozumiałą recepcjonistką, wybrałam numer mamy:
-Halo?
Odezwała się moja rodzicielka.
-Cześć
mamo. Powiedziałam.
-I
jak? Wylądowałyście? Podoba wami się? Jak podróż? Od razu
zadała z milion pytań.
-Yyy
tak, wylądowałyśmy, ale jeszcze jesteśmy na lotnisku. Wystąpiły
jakieś komplikacje i wszyscy byliśmy zmuszeni lądować w Londynie.
-Co?
jesteście w Londynie? Zapytała zdziwionym głosem mama.
-No
tak. Musimy z Blair zmienić swoje plany i coś wymyślić. Do hotelu
już dzwoniłam. Odwołałam rezerwację, nie robili o to większych
problemów.
-No
dobrze, dobrze, ale co teraz zrobicie? Gdzie przenocujecie?
-Mamo,
mamy już po 18naście lat. Spokojnie, coś znajdziemy, a jak nie to
prześpimy się na dworze. Zażartowałam.
-Jak
coś znajdziecie to zadzwońcie. Życzę wam powodzenia dziewczyny.
Mam nadzieję, że spędzicie te wakacje jeszcze lepiej niż to
zaplanowałyście w Irlandii.
-Dzięki
mamo, jakoś jeszcze nic na to nie wskazuje, ale bądźmy dobrej
myśli. Muszę kończyć.
-Pa,
pozdrów Blair.
-Ok,
na razie.
Skończyłam
rozmowę i czekając na moją przyjaciółkę, która najwyraźniej
rozmawiała ze swoją mamą przez komórkę, zaczęłam zastanawiać
się gdzie mamy zacząć szukać jakiegoś noclegu.
w
tym samym czasie Blair
Wysiadłam
pośpiesznie z samolotu, przeprostowałam nogi i postanowiłam zdać
relacje mamie. Znalazłam w kontaktach numer i nacisnęłam zieloną
słuchawkę. Połączenie nie może być zrealizowane.. i tak kilka
razy. Po chwili wkurzona spróbowałam zadzwonić jeszcze raz:
-Tak,
słucham?
Usłyszałam
głos mamy i poczułam ogarniającą mnie ulgę, gdy wreszcie po
wielu próbach udało mi się dodzwonić do swojej rodzicielki.
-Hej,
no wreszcie.
-Przepraszam,
ale coś mi się dzieje z telefonem. Jak tam w Irlandii?
Doleciałyście szczęśliwie?
-Hmm..
no właśnie mamy chwilowy problem bo do Irlandii to jeszcze spory
kawałek drogi.
-Jak
to? Jeszcze nie doleciałyście?
-Nie,
to znaczy.. doleciałyśmy, ale nie tu gdzie zamierzałyśmy.
-No
więc gdzie jesteście?
-Wynikły
jakieś komplikacje i musieliśmy lądować w Londynie. Z tego co
słyszę to Amelia już dzwoniła, aby poinformować recepcję o tym,
że niestety musimy odwołać naszą rezerwację.
-Wiem,
że jesteście już dorosłe, ale jeśli będziecie czegoś
potrzebowały to wiedzcie, że zawsze możecie na mnie liczyć.
-Tak,
wiem. O nic się nie martw, my tu sobie poradzimy. Teraz to Londyn
jest nasz! Zaśmiałam się do słuchawki.
-Mam
nadzieję, że dacie sobie świetnie radę. Dajcie znać jak już
znajdziecie jakiś nocleg.
-Dobra,
muszę lecieć, pa.
-Pa,
trzymajcie się.
Usłyszałam
głos Amelii, która zaczęła mnie wołać na pobliską ławkę, a
następnie udałam się w jej kierunku.
oczami
Amelii
-
masz jakiś pomysł? Zwróciłam się do Blair.
-masakra
jakaś, musimy szukać noclegu.
-No,
ale gdzie? Chodź z tego lotniska, zrobimy sobie wycieczkę autobusem
do samego Londynu.
-Dobra,
dobra. Może tam coś znajdziemy.
-Najwyżej
zapytamy kogoś z przechodniów. Może będą coś wiedzieć.
Przecież to wielki kraj, na pewno jest w pobliżu jakieś dogodne
dla nas miejsce.
-No
to ruszamy na podbój Londynu! Krzyknęła moja przyjaciółka.
Przez
moją głowę przechodziło mnóstwo myśli. Miałam nadzieję, że
poznamy tu chociaż parę osób, z którymi będziemy mogły
nawiązać jakiś bliższy kontakt niż tylko 'i'm sorry' 'which way
to..' W sumie dwa miesiące to sporo czasu. Londyn był jak
zaczarowany. Obcokrajowcy poruszający się ścieżkami miasta,
sklepy, ludzie, architektury, zabytki. Wszystko było nadzwyczaj
piękne. Miałam wrażenie, że spędzimy tu naprawdę niezapomniane
i wspaniałe wakacje. Po dłuższej przechadzce doszłam nawet do
wniosku, że chyba dobrze się stało z tym przymusowym lądowaniem.
Obie byłyśmy nastawione raczej pozytywnie, więc jedynym problemem
jaki nam doskwierał było znalezienie sobie miejsca na zatrzymanie
się. Wsiadłyśmy do autobusu i zajęłyśmy miejsca na górze. Po
drodze rozglądałyśmy się wokół siebie podziwiając otaczające
nas piękno Londynu.
oczami
Blair
Nadszedł
czas na pieszą wycieczkę. Wysiadłyśmy z autobusu i skierowałyśmy
się w stronę Grardenstreet*. Miałyśmy coraz mniej czasu, niebo
zaczęło się ściemniać a my dalej byłyśmy w totalnej pustce.
Weszłam do pobliskiego sklepu, a Amelia poczekała na mnie przed
drzwiami. Kupiłam potrzebne mi rzeczy, mapkę, plan i zapytałam
sprzedawczynię czy nie orientuje się w sprawie jakiegoś
nieodległego noclegu. Niestety odpowiedź nie była dla nas
korzystna, gdyż najbliższy hotel lub coś podobnego znajdował się
kilkanaście kilometrów od nas. Sklep znacząco różnił się od
tych, które znajdowały się w naszym rodzinnym kraju. Niestety
musiałyśmy odłożyć nasze buszowanie po sklepach na inny dzień.
No cóż.. przyjemności na koniec, a teraz zabieramy się za dalsze
szukanie- pomyślałam i wyszłam ze sklepu.
Amelia
w tym samym czasie
Stałam
przed sklepem i czekałam zniecierpliwiona na Blair. Nagle moim oczom
ukazał się się pewien chłopak, mniej więcej w naszym wieku.
-Hej.
Przywitał się brązowooki.
-Hej.
Odpowiedziałam mile zaskoczona.
-Oo
rozpoznaje nietutejszy akcent. Wyszczerzył się szatyn.
-Zgadza
się, jestem z Nowego Yorku. Uśmiechnęłam się.
-O
a cóż sprowadza piękną panią do naszego Londynu? Zapytał słodko
chłopak.
-A
to długa historia. Odpowiedziałam lekko zawstydzona.
-Tak
w ogóle to jestem Liam. Powiedział podając rękę w moją stronę.
-Miło
mi, Amelia. Odpowiedziałam i odwzajemniłam gest.
-No
to z chęcią posłucham tej długiej historii jeśli tylko masz
czas. Powiedział Liam co niezmiernie mnie ucieszyło.
-Nawet
nie wiesz jak bardzo chciałabym pogadać, ale niestety nie jest to
najodpowiedniejszy moment gdyż zbliża się noc, a ja wraz z moją
przyjaciółką nie mamy się gdzie podziać. Może wiesz gdzie
znajduje się jakiś hotel? Zapytałam z nieukrytą nadzieją.
-Yy
przyleciałyście do Londynu tak na spontanie? Zaśmiał się uroczo.
-Nie
do końca, aczkolwiek można tak powiedzieć. To jak? Znasz jakiś?
-Hmm
niestety mam dla was złą wiadomość. W pobliżu nie ma żadnego
hotelu. Ale.. mam pomysł.
-Kurde..
akurat tak trafiłyśmy. No nic.. jaki pomysł? Zapytałam
zaciekawiona.
-Może
opowiesz mi tą historię, a ja za ten czas coś wymyślę?
-Z
chęcią bym Ci ją opowiedziała, ale czas ucieka i obawiam się, że
nie znajdziemy dziś żadnego noclegu.
-Ale
ja objecuję, że coś wymyślę. Zaufaj mi proszę. Powiedział
przekonująco chłopak.
-No
niech Ci będzie, ale jeśli nic Cię nie olśni to spędzasz tę noc
z nami na dworze. Zaśmiałam się.
-Mm
noc pod gołym niebem z dwoma nowymi koleżankami? kusząca
propozycja. Odpowiedział.
-Hahaha
jednak wolałabym spędzić noc w ciepłym łóżku. Oznajmiłam.
-A
szkoda. Ale jeśli tak wolisz to czekam na opowieść.
-No
więc.. - Zaczęłam po czym zobaczyłam wychodzącą ze sklepu
Blair.
-O
właśnie wyszła moja przyjaciółka.. Liam poznaj Blair, Blair poznaj
to jest Liam. Blair mrugnęła do mnie znacząco okiem.
-Więc..
kontynuowałam. W planach miałyśmy wakacje w Irlandii, jednak
podczas lotu wystąpiły jakieś komplikacje i musieliśmy lądować
tu w Londynie. Przyjechałyśmy w to miejsce autobusem w celu
znalezienia noclegu i Blair weszła zrobić zakupy do sklepu. Oto
nasza skomplikowana historia.
-Mhm
no to faktycznie skomplikowane. No, ale mam dla was sensowną
propozycję. Poruszył brwiami Liam.
-O
serio ? spytała zaciekawiona Blair.
-Tak,
mieszkam wraz z kolegą w dużym domu więc spokojnie zmieścimy się w czwórkę, możecie przenocować u nas. Zaproponował.
-To
bardzo miło z waszej strony, że chcecie nas przygarnąć, ale nie
wiem czy możemy. Nie chcemy sprawiać kłopotu. tłumaczyła się moja przyjaciółka.
-Możecie,
możecie. Nie macie innego wyjścia, a dla nas to żaden kłopot,
uwierz. Przynajmniej nie będzie tak nudno. - powiedział
uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak.
-No
to zgoda. Mam nadzieję, że jutro coś znajdziemy bo nie chcemy wam
siedzieć w domu, pewnie macie jakieś plany a my wam je
komplikujemy.
-Ale
naprawdę to żaden problem. Będziemy zaszczyceni waszym pobytem u
nas. Zaśmiał się miło.
-Haha
w takim razie nie mamy wyjścia, musimy z wami zostać.
Odpowiedziałam również się śmiejąc.
-No
to ruszamy w kierunku domu, tak? Poznacie mojego przyjaciela Zayna.
Powiedział Liam.
-Ok,
jesteśmy już po prostu padnięte tą tułaczką. Marzę o chwili
snu.
oczami
Blair
-Tak
Amelia, twoje ulubione zajęcie- spanie. Zaśmiałam się.
-No
co? A znasz jakieś lepsze zajęcie od spania? Odburknęła śmiesznie
moja przyjaciółka.
Szliśmy
w stronę domu Liama i Zayna rozmawiając dosłownie o wszystkim i o
niczym. Czas w towarzystwie nowo poznanego kolegi mijał nam bardzo
szybko. Obie byłyśmy zachwycone tutejszą kulturą. Wszystko było
takie 'na luzie'. Swoboda życia. Tak strasznie bałyśmy się, że
nikogo szybko nie poznamy a tu proszę, pierwszy dzień i już mamy
wspaniałomyślnego kolegę, który nam pomaga. Nim się obejrzeliśmy
byliśmy już na miejscu.
-Jesteśmy.
- oznajmił chłopak.
-Ale
tu pięknie! - krzyknęłam.
-Faktycznie
jest niesamowicie, ale myślę, że leżenie w łóżku będzie dla
mnie większą frajdą niż stanie przed domem. - odpowiedziała moja
przyjaciółka.
-Tak,
tak już wchodzimy. - powiedział łapiąc za klamkę drzwi
wejściowych.
______________________________
Hej :3 strasznie Wam dziękuję za to 7 komentarzy pod prologiem, mam nadzieję, że teraz będzie więcej (; Wasze opinie dają mi ogromną motywację do dalszego pisania : )




